Wielkanocne ręczne pisanki z Lanckorony – sztuka, która nie zniknęła
W małopolskich wsiach, szczególnie w okolicach Lanckorony i Kalwarii Zebrzydowskiej, do dziś kultywuje się unikatową technikę zdobienia jaj, której próżno szukać w innych regionach Polski. Chodzi o pisanki batikowane woskiem pszczelim z użyciem naturalnych barwników pozyskiwanych z kory dębu, łupin cebuli, młodego żyta czy kory olchy. Co jednak odróżnia te jaja od podobnych z Podlasia czy Lubelszczyzny? Małopolska tradycja nakazuje, by wzory były geometryczne i silnie związane z lokalnym krajobrazem: pojawiają się tu stylizowane gałązki świerku, szyszki oraz tzw. „krzyże lanckorońskie” – czteroramienne symbole zakończone trójlistną koniczyną.
Co niezwykłe, w Lanckoronie przetrwał zwyczaj „święconki na wynos” – jeszcze w latach 80. XX wieku gospodynie wynosiły koszyczki na progi domów, a święcenie odbywało się na ulicach, by nie wpuszczać księdza do izby. Dziś tę praktykę przywraca się w niektórych rodzinach jako symbol lokalnej autonomii i szacunku dla dawnych obrzędów. Tylko tutaj można też zobaczyć pisanki zdobione tzw. „rytowaniem na czarno” – wydrapywanie wzoru na jaju pomalowanym henną z dodatkiem sadzy.
Pucheroki z podkrakowskich wsi – przebierańcy, których nie spotkasz nigdzie indziej
W Poniedziałek Wielkanocny w podkrakowskich miejscowościach (m.in. w Bibicach, Węgrzcach, Zielonkach) wciąż żywa jest tradycja pucheroków. To przebierańcy w wysokich, stożkowych czapkach z kolorowego papieru i z długimi, plecionymi batami – ale uwaga: to nie jest zwykłe dyngowanie. Pucheroki to odrębna, lokalna forma kolędowania wielkanocnego. Chodzą od domu do domu, recytując rymowane życzenia i „sądząc” gospodarzy za grzechy popełnione w poście. Za karę smagają batem – symbolicznie, bez bólu – a w zamian dostają jajka, babki wielkanocne i drobne datki.
Co wyróżnia ten zwyczaj na tle innych regionów? Po pierwsze, stroje pucheroków są szyte ręcznie z lnianych worków, a maski (niegdyś z brzozowej kory, dziś z płótna) przedstawiają nie zwierzęta, a postacie alegoryczne: Śmierć, Głód, Wojnę. Po drugie, w żadnym innym regionie Polski nie ma zwyczaju, by jeden z pucheroków niósł wbity na kij obwarzaniec – symbol zamkniętego cyklu życia i zmartwychwstania. Tradycja ta, zagrożona wyginięciem w okresie PRL-u, odradza się dzięki lokalnym stowarzyszeniom, które organizują konkursy na najpiękniejszy strój i najciekawszą przyśpiewkę.
Orawskie „śmigusowe oblewanie z wiankiem” i „babski comber” z Lipnicy Murowanej
Na pograniczu Małopolski i Orawy (okolice Jabłonki, Chyżnego, Lipnicy Murowanej) przetrwał zwyczaj, którego próżno szukać w innych częściach kraju: oblewanie wodą połączone z wręczaniem wianka. W lany poniedziałek chłopcy nie tylko leją dziewczęta, ale też muszą zdobyć wcześniej upleciony wianek z gałązek wierzby i borówki. Jeśli dziewczyna przyjmie wianek, oznacza to zgodę na wspólne uczestnictwo w nabożeństwie rezurekcyjnym. W zamian chłopak oblewa ją wodą – ale tylko kropelkami z kropidła zrobionego z młodych pędów leszczyny. To niezwykle ceremonialna, subtelna forma zalotów, która przetrwała w kilku wsiach na północy województwa.
Z kolei w Lipnicy Murowanej w drugi dzień Świąt Wielkanocnych odbywa się „babski comber” – tradycja wywodząca się z czasów, gdy mężczyźni po świętach wyruszali do pracy w lesie, a kobiety przejmowały władzę we wsi. Do dziś gospodynie zbierają się na placu, wybierają „starą babę” (przebraną mężczyznę), która przez jeden dzień wydaje dekrety – np. nakazuje mężom zmywanie naczyń lub gotowanie obiadu. W przeciwieństwie do podobnych tradycji na Śląsku, małopolski comber ma charakter ściśle kobiecego sądu nad męskimi przywarami, a jego elementem obowiązkowym jest wspólne pieczenie i dzielenie się „combrochami” – drożdżowymi bułkami z nadzieniem z gotowanych jaj i miodu. Ten zwyczaj, choć dziś traktowany z przymrużeniem oka, jest na liście niematerialnego dziedzictwa kulturowego Małopolski i od lat przyciąga etnografów z całej Europy.